środa, 1 lipca 2015

Baśń Rudego

     "W świecie, o którym będzie mowa, Śmierć przychodziła do ludzi w postaci młodzieńca lub dziewczyny.
     Dziewczyna była blada i czarnowłosa. Młodzieniec rudy. Dziewczyna smutna, młodzieniec wesoły. Tak to trwało w tamtym świecie od dawna. 
     Bano się ich albo wyczekiwano z utęsknieniem. Wspominano ich w modlitwach, prosząc o odroczenie lub przyspieszenie końca. Ich wizerunki przedstawiano na kartach do wróżenia i na starodawnych grawiurach. Mało kto zastanawiał się, ile ich w rzeczywistości jest. Uważano, że Śmierć jest jedna w dwóch wcieleniach. Noc i dzień, światło i mrok.
     W rzeczywistości było ich dużo. Byli prawie bogami, mieli zdolności cudotwórcze i byli nieznośnie samotni. Niekiedy uciekali do innych światów, żeby tam napotkać swoją śmierć. Czasem rodzili się w innych światach. Rodzili się zawsze martwi i po jakimś czasie odżywali. Jeżeli im się udało. Tacy zbiegowie nie byli już prawdziwymi wysłannikami Śmierci. Ich zdolności się przytępiały. Stawali się nieszkodliwi, albo przynosili śmierć tylko we śnie
     Oto, jak można ich rozpoznać wśród innych: mają piękne głosy, dobrze tańczą i znają mnóstwo cudzych tajemnic. Są zbyt leniwi, żadnej sprawie nie poświęcają się całkowicie, dziewczyny nie potrafią się śmiać, a młodzieńcy płakać. Ukrywają oczy, długo śpią i nie jedzą jajek, bo w swoim świcie się z nich wykluwali."

Z książki "Dom, w którym..." pióra Mariam Petrosyan.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz